Kościół ostrzega wiernych przed targami ezoterycznymi Sydonia. Organizator imprezy: - Niech sobie Kościół ostrzega, nic nas to nie obchodzi.
Targi medycyny naturalnej Sydonia w Szczecinie odbywają się w ten weekend już po raz 11. Za patronkę mają autentyczną postać z historii regionu, Sydonię von Borck, najbardziej znaną szczecińską czarownicę. W 1620 r. stracono ją za konszachty z diabłami. W hali przy ul. Narutowicza wróżki, radiesteci, sprzedawcy talizmanów oferować będą klientom wypędzanie chorób, wróżenie z kart, zdjęcia aury, gadżety odpędzające złą energię. Imprezę, która odbędzie się w ten weekend, odwiedzi zapewne znów co najmniej kilka tysięcy osób.
Ale Sydonia od ubiegłego roku znalazła się na celowniku szczecińskiej kurii. Rok temu i w minioną niedzielę księża czytali w kościołach list biskupa, który ostrzega wiernych przed uczestnictwem w ezoterycznej imprezie. "Nie podważając środków naturalnych w medycynie, przestrzegamy przed korzystaniem z usług tam oferowanych, a szczególnie z horoskopów, porad wróżek lub nabywania rzekomo magicznych przedmiotów, talizmanów i amuletów. Jest to sprzeczne z wiarą katolicką i stanowi grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu" - czytamy w liście podpisanym przez kanclerza kurii ks. Andrzeja Maćkowskiego.
W akcję ostrzegawczą włączyli się w tym roku także księża z parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Na kościele przy pl. Zwycięstwa wisi banner "Targi Sydonia zagrożeniem dla chrześcijaństwa".
- To oczywiście pewnego rodzaju prowokacja, bo jasnym jest, że same targi nie stanowią zagrożenia dla całej chrześcijańskiej religii - wyjaśnia proboszcz parafii ks. Adam Staszczak. - Co innego, jeśli spojrzymy na to z perspektywy pojedynczego człowieka. Z własnego doświadczenia, kontaktów z ludźmi wiem, jak coraz głębsze angażowanie się w praktyki magiczne i okultystyczne może być niebezpieczne. Człowiek otwiera się na działanie złych mocy.
Zdaniem ks. Staszczaka problem jest poważny. - Nie chodzi o zwykłe zabobony, jak unikanie czarnego kota. Ludzie naprawdę wierzą w magię talizmanów, kart, czytają literaturę i są przekonani o ich mocy - uważa. - Znam przypadki, gdy w domach wykształconych ludzi takie praktyki kończą się strachem, bo ludzie odczuwają działanie złych mocy. A to zaczyna się właśnie od literatury, zwykłej ciekawości.
Z ostrzeżeń kurii nic nie robią sobie organizatorzy imprezy. - Przede wszystkim nic nie wiem o tym liście czy plakacie w Szczecinie - mówi organizator Sydonii. Nie chce się przedstawić. Tłumaczy, że "nie potrzebuje prasy, bo w życiu szuka tylko spokoju". - Ale to wszystko nieprawda. Niech kościół mówi sobie, co chce, nas to w ogóle nie obchodzi. A jak jakiś ksiądz będzie chciał ze mną porozmawiać o "zagrożeniach", które czekają na ludzi na targach, chętnie podyskutuję.
Żadna ze szczecińskich wróżek, do których zadzwoniliśmy, nie chciała rozmawiać o zarzutach kurii wobec targów i ich działalności.
A co na to wierni? - Nie odwiedzam takich imprez, bo nie mam na to czasu, ale chyba wszystko zależy od tego, czy traktuje się amulety jedynie jako ładne, czasem modne błyskotki, czy rzeczy, które mają jakąś moc sprawczą - mówi Andrzej Wilgucki, którego zapytaliśmy o targi, gdy wychodził z kościoła przy pl. Zwycięstwa. - Czarnego kota na drodze raczej unikam. To przecież nie grzech.
- Ludzie najczęściej nie przyznają się do tego, że czytają z uwagą horoskopy - twierdzi ksiądz Adam Staszczak. - Z jednej strony wstydzą się tego, z drugiej chętnie odwiedzają wróżki. A rynek tych usług w Szczecinie jest coraz większy.
Czy Kościół powinien się obawiać takich imprez jak targi ezoteryczne? Czy katolik może czytać horoskopy? Piszcie na:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Marcin Górka  Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
|